“Jeśli będziecie mnie szukali, to znajdziecie mnie na basenie” – słyszą najczęściej znajomi pływaków i nie bez powodu. Trening pływacki to jeden z najcięższych reżimów treningowych, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Trzeba mieć dużą świadomość celu, który chce się osiągnąć i bardzo tego chcieć. Wie o tym doskonale jeden z najlepszych żabkarzy w Polsce, 22-krotny mistrz Polski i #AmbasadorGOSport, Maciej Hołub.

 

GO Sport: Pływanie to sport, w którym, aby osiągnąć wyniki na poziomie krajowym czy ogólnopolskim, trzeba zaczynać już od dziecka. Jak było w Twoim przypadku? Czy rodzice zmuszali Cię do treningów, czy już jako dziecko znajdowałeś sam motywację?


Maciej Hołub: Od dziecka sport był moją największą pasją. Po drodze uprawiałem takie dyscypliny jak koszykówka, siatkówka, piłka ręczna, gimnastyka i lekkoatletyka. Jednak to pływanie najbardziej mnie ciekawiło i pociągało. W wieku ośmiu lat trafiłem do sekcji pływackiej w moim miasteczku. Trenowałem w niej aż do 15. roku życia. Cała ta przygoda opierała się po części na zabawie, ponieważ miałem tylko pięć–sześć treningów w tygodniu. Uświadomiłem sobie jednak, że chcę trenować wyczynowo i profesjonalnie. Pływanie stało się moim priorytetem i byłem zmotywowany do ciężkiej pracy, która zaowocować miała osiąganiem coraz lepszych wyników. Podjąłem decyzję o kontynuowaniu kariery w krakowskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego. To zmieniło wiele w moim życiu. Zostałem rzucony na głęboką wodę. Zacząłem trenować ok. 17–18 razy w tygodniu. Łatwo nie było, ale wiedziałem, że jest to część drogi, którą muszę pokonać. Gdy byłem dzieckiem, nie trzeba było mnie zmuszać do treningów. Nieraz jednak stawałem przed trudnym wyborem, który trening wybrać. Prawie zawsze wygrywało pływanie. Zawsze mogłem liczyć na wsparcie rodziców i bardzo im za to dziękuję.

Maciej Hołub

 

Pływanie to sport wymagający – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wiele osób uważa, że trening na basenie to koszmarna nuda i odliczanie basenów. Jak Ty sobie z tym radzisz?


– Pływanie to jeden z najcięższych i najtrudniejszych sportów. Osoba uprawiająca wyczynowo tę dyscyplinę musi poświęcić niemal cały swój czas na treningi i wszystko, co z tym związane. Wymaga to dużej samodyscypliny i zaparcia. Dwa treningi w wodzie to ok. czterech godzin, ćwiczenia na siłowni bądź hali, rozgrzewka, rozciąganie, odnowa zajmują nawet siedem-osiem godzin dziennie. Jest to wyczerpujące samo w sobie, zwłaszcza gdy wiemy, że zaraz zaczniemy ten cykl od nowa. Dlatego jest to sport wymagający dużej siły psychicznej. Jeśli chodzi o nudę w czasie treningu, to różnie z nią bywa. Ja sam jej nie odczuwam. Może zdarzyć się zadanie, które rzeczywiście się dłuży i ciężko się z nim uporać, ale to chyba normalne. Ciesze się, że jestem sprinterem i moje zadania są krótsze i ciekawsze od tych dla długodystansowców.

 

Przeczytaj również  Triathlon – miłość od pierwszych zawodów

Czy faktycznie pływanie to 20% siły, a 80% techniki? Możesz zdradzić, jak mniej więcej wyglądają Twoje treningi? Jakie ćwiczenia, oprócz samego pływania, najczęściej wykonujesz w wodzie?
– Myślę, że nie do końca słuszne jest dzielenie pływania w ten sposób. Zawodnicy specjalizują się w różnych dystansach i stylach, w związku z tym powinni wykonywać treningi dostosowane do ich predyspozycji. Sprinterzy (50 m) skupiają się na sile i szybkości, zaś długodystansowcy (800 m i 1500 m) na wytrzymałości. Są jeszcze średniodystansowcy (100 m, 200 m i 400 m), którzy muszą łączyć treningi doskonalące różne zdolności motoryczne. Zaznaczam zawsze, że każdy jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Ważny jest również kontakt trenera z zawodnikiem oparty na zaufaniu. Pływam stylem klasycznym na dystansach 50 m i 100 m, który jest wymagający technicznie. Skupiam się także na dynamice. Do najciekawszych ćwiczeń, jakie wykonuję na basenie, należą m.in. ruchy polegające na przemieszczaniu się wyłącznie za pomocą dłoni, mające na celu doskonalenie chwytu wody, rozciąganie liny, którą mam przymocowaną na pasie biodrowym, pływanie pod wodą całych długości basenu, praca nóg z jednoczesnym trzymaniem rąk na ścianie.

 

Który ze swoich medali uważasz za najcenniejszy i dlaczego?
– Nie mam konkretnego medalu, który jest dla mnie najcenniejszy. Ważne są dla mnie te w kolorze złota, które zdobyłem pierwszy raz – na Mistrzostwach Polski Juniorów 14-letnich oraz na Głównych Mistrzostwach Polski. W pamięci pozostaną mi na pewno sukcesy na arenie międzynarodowej m.in. dwa brązowe medale na Olimpijskim Festiwalu Młodzieży Europy. Do istotnych osiągnięć w mojej karierze zaliczam również finał Mistrzostw Europy i Świata Juniorów. Medal jest nagrodą za pracę i poświęcenie, jednak nie tylko on daje poczucie satysfakcji i radości.

 

Jakie masz najbliższe sportowe cele i jak się do nich przygotowujesz?
– Sezon kończę zawodami Golden Bear, które odbędą się 8–9 lipca w Zagrzebiu. Będzie to ostatnia okazja na sprawdzenie formy podczas ścigania z mocnymi rywalami. Trenuję obecnie w Krakowie i zaliczam przedmioty na uczelni, przygotowując się do sesji egzaminacyjnej. Niestety nie udało mi się zdobyć kwalifikacji na mistrzostwa świata i uniwersjadę. Mało brakowało, ale wróciłem już do siebie i jestem bardzo zmotywowany do pracy. Po zawodach w Chorwacji czas na odpoczynek, regenerację i zabawę, czyli wakacje. Może nawet dwa tygodnie!
Dziękujemy za rozmowę i życzymy odpoczynku, a potem kolejnych sukcesów!

Komentarze

komentarzy