9 maja w Pradze odbył się 23. Prague International Marathon. Przebiegła go nasza nowa #AmbasadorGOSport: Małgorzata Rutkowska, która od dwóch–trzech lat biega prawie tylko po górach, ale od czasu do czasu robi wyjątek i wyklepie trochę asfaltu. Tym razem był to nie tyle asfalt, lecz kocie łby nad Wełtawą. Oto, co powiedziała mi Gosia po przyjeździe ze stolicy Czech.

 

GO Sport: Małgorzata Rutkowska, Gosia…

Małgorzata Rutkowska: – Może być… (uśmiech, a Gosia uśmiecha się pięknie)

9 maja przebiegłaś…

– Maraton w Pradze.

Podobno jeden z najpiękniejszych i najszybszych maratonów na świecie

– Co do wyników, to nie pamiętam, ale faktycznie szybka trasa, mimo kocich łbów i drobnych wzniesień. Jeśli natomiast chodzi o urodę, to potwierdzam w stu procentach! Przepiękna trasa! W całości poprowadzona w centrum Pragi, nie gdzieś na obrzeżach czy obwodnicy. Start jest na Rynku Starego Miasta, po ok. dwóch kilometrach wbiega się na Most Karola, czyli możemy podziwiać widok na Hradczany, a potem kolejne zabytki czeskiej stolicy. Cała trasa jest tak pomyślana i poprowadzona, by maratończyk zwiedził Pragę i jej najciekawsze turystycznie miejsca. Cudowny maraton i biegłam z ogromną przyjemnością!

Z ust osoby, która nie lubi biegać po mieście i klepać asfaltu, na dodatek królewski dystans nie należy do jej ulubionych, to ogromny komplement.

– Faktycznie. Ja nie biegam maratonów, to był dopiero mój trzeci start na tym dystansie, asfaltu klepać nie lubię i od dwóch–trzech lat robię to sporadycznie. Ale przyznaję, że w Pradze biegło mi się cudownie i jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się wziąć w nim udział. Nawet przez moment nie mogliśmy się nudzić na trasie. Nawet jeśli wbiegaliśmy gdzieś w małą uliczkę, to zawsze było tam coś, co przykuwało uwagę. Jeśli nie architektura, to zapach słodu czy jęczmienia z mikrobrowaru, ciągle coś. Idealna trasa dla psychiki biegacza i turysty, nie można się nudzić. Mimo że znam Pragę, bo byłam tu już wcześniej, to trochę na nowo ją odkrywałam na każdym kilometrze.

Przeczytaj również  Triathlon – miłość od pierwszych zawodów

Wiem, że oba poprzednie maratony biegłaś w Warszawie, dwa razy był to Orlen, z czego ostatni trzy tygodnie temu, masz też na koncie wiele półmaratonów i startów na 10 km w kraju. Jakbyś miała porównać te imprezy do PIM (Prague International Marathon)?

– Bez porównania! To kwestia przede wszystkim trasy, jak została zaplanowana. Jest łatwo dostępna dla kibiców, którzy tłumnie i z bliska mogą dopingować biegaczy na całym dystansie. Orlen jest chociażby tak poprowadzony, że długimi odcinkami trudno jest rozstawić się kibicom, a w Pradze mają oni bezpośredni i łatwy dostęp do całej trasy i mogą też łatwo wzdłuż niej się przemieszczać.

A jak z logistyką maratonu, jeśli chodzi o punkty nawadniania, strefę mety, obsługę trasy, doping zorganizowany, jak np. zespoły muzyczne, z czego poniekąd praski maraton słynie, i inne tym podobne aspekty?

– Na bardzo wysokim poziomie. Nie liczyłam, ile było zespołów, ale grali bardzo przystępnie. Punkty nawadniania były doskonale zorganizowane, a każdy oferował i wodę, i izotoniki. Były tam też banany, pomarańcze, kostki cukru, sól, a także gąbki. Było ich tak dużo i tak rzucały się w oczy, że miałam wrażenie, że były co kilometr! Oczywiście nie jest to prawdą, ale ani przez moment niczego mi nie brakowało. Były doskonale przygotowane, zorganizowane, każdy mógł znaleźć coś dla siebie, wszystko było na tip-top.

Mówi się, że Praga jest jednym z najbardziej międzynarodowych maratonów, ponieważ ponad 2/3 startujących to goście z zagranicy.

– Mnóstwo bardzo żywiołowo dopingujących kibiców zagranicznych we wszystkich możliwych językach i mimo tego, że nie rozumiałam, co mówią, a właściwie krzyczą, to i tak ten doping udzielał się wszystkim. A co do biegaczy, to na trasie już tej międzynarodowości nie widać. Przed startem jednak były ustawione dziewczyny z flagami państw wszystkich uczestników maratonu. To bardzo sympatyczne.

Przeczytaj również  Maraton w Paryżu - EPILOG. Odpowiada Kuba, pracownik GO Sport z Galerii Kazimierz

A jak wyglądała strefa mety?

– Dla mnie na tip-top. Wbiegając, od razu dostałam medal, folię i została mi wskazana ścieżka prowadząca do strefy nawadniania i posiłków, ścieżka do depozytów, strefy regeneracji i masaży. Wszystko doskonale przygotowane i oznaczone.

Wracając do trasy i samego biegu. Jedną z niewielu rzeczy, którą wytyka się organizatorom maratonu w Pradze, jest to, że choć otoczenie startu na Rynku Głównym (a jednocześnie mety) jest przepiękne, to jednak przy tak dużej liczbie biegaczy wąskie uliczki dookoła rynku mają ograniczoną przepustowość i zawodnicy po prostu się w nich nie mieszczą.

– Powiem tak. Ja zdeklarowałam się na czas 3:40 i wylądowałam w strefie J, czyli daleko, a strefy były faktycznie ustawione w wąskiej uliczce. Przez to tłum zawodników ciągnął się bardzo długo i przesuwał powoli. Mnie umknęła moja grupa i żeby do niej dotrzeć, musiałam się przeciskać, co nie było łatwe. Przez to moja średnia na pierwszych 5 km wyniosła około 6:00 min/km. Faktycznie jest wąsko, ale tam raczej trudno to inaczej zorganizować.

 

 


W Pradze przez cały weekend pracowało ok. 11 tysięcy wolontariuszy i osób z obsługi. Czy to miało jakieś przełożenie na biegaczy, na ich samopoczucie? Jak byliście traktowani?

– Bardzo miło! Czułam się bardzo komfortowo. Wolontariusze i obsługa tam to głównie młodzi ludzie. Przyjechałam do Pragi tuż przed biegiem, bo w niedzielę ok. 7 rano. Gdy udałam się na miejsce startu, to dopiero powstawała strefa depozytu, ale pojawiła się ona dosłownie w mgnieniu oka, jakby specjalnie dla mnie. Ci młodzi ludzie uwijali się jak mróweczki, pracowali z uśmiechami na twarzy. Żadnego zniecierpliwienia czy zniechęcenia, na każdym kroku starali się sprawić, żeby każdy biegacz poczuł się wyjątkowo, jak gość specjalny, wszystko dla maratończyków. Miałam wrażenie, jakby oni wszyscy byli tam dla mnie, gotowi pomasować czy coś przynieść. I co warte podkreślenia, to bardzo hojny maraton. Gdy przechodziło się przez strefę mety, nikt niczego nie wydzielał, przeciwnie, pełnymi garściami obdarowywali owocami, napojami, batonami, piwem. W Polsce na imprezach zazwyczaj wszystko jest wyliczone, tam nie.

Przeczytaj również  Witaj szkoło, ale czy na pewno?

 

Skoro już jesteśmy przy porównaniach, to jakbyś porównała organizację, logistykę, atmosferę np. na Orlenie, który biegłaś dosłownie dwa tygodnie wcześniej, i w Pradze?

– Praga wygrywa. Zdecydowanie. Już dzięki samej trasie. Poza tym nie znajduję żadnego argumentu na „nie”. Jedyne co, to kwestia nawierzchni, ale to moja wina, ponieważ wzięłam startówki zamiast butów z choćby niewielką amortyzacją i stopy trochę jej brak odczuły.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i już nie mogę doczekać się kolejnej na temat Twojej największej pasji, czyli biegania po górach.

– Dziękuję i do zobaczenia!
Zobacz też porady dla początkujących biegaczy specjalnie od Gosi:

Komentarze

komentarzy