To prawdziwy Bomba! Poznajcie kolejnego, wkręconego w sport AmbasadoraGOSport! Tomasz Bomba, bo o nim mowa może pochwalić się naprawdę dobrymi wynikami sportowymi! Warto poznać jego historię – bo tak może brzmieć też Twoja opowieść: wystarczy zaangażowanie, dużo ciężkiej pracy i… każdy może żyć sportem!


GO Blog: Kiedy zacząłeś biegać?

Tomasz Bomba: –W lutym minęły cztery lata. Na początku ważyłem 94 kg i był to mój dorobek po ok. sześciu latach treningu na siłowni. Pewnego dnia, stając przed lustrem, stwierdziłem, że czas zrobić trochę „rzeźby”. Trener z siłowni biegał i na początku to on dawał mi wskazówki, jak zacząć. Pamiętam, że moje pierwsze wyjścia na trening były bardzo wyczerpujące, ustaliłem sobie trasę po okolicy (ok. 6 km) i przez dłuższy czas nie byłem w stanie przebiec jej bez przerw. Często się zatrzymywałem, ale za każdym razem starałem się dotrzeć dalej. Później biegałem ze stoperem, by poprawiać swoje czasy na tym dystansie, a po ok. trzech–czterech miesiącach przyszedł czas na zegarek z GPS. Wtedy też zacząłem robić konkretne treningi i kontrolowałem swoje postępy.


Dlaczego przestałeś ćwiczyć w siłowni, gdy zacząłeś biegać?

–Tak naprawdę to nie przestałem (śmiech). Cały czas tam chodzę, tylko o wiele rzadziej. Nadal uwielbiam te treningi z ciężarami i gdy przychodzę poćwiczyć, przypominają mi się czasy, kiedy naprawdę dużo wyciskałem.

 

–Kiedy zacząłem biegać, bardzo żal było mi tej siły, którą wypracowywałem przez lata, ale niestety tak jest, że kiedy człowiek zaczyna się mocno odchudzać, traci też swoją siłę. Poza tym okazało się, że bieganie daje mi o wiele więcej satysfakcji niż trening siłowy przez pokonywanie własnych barier i walka o jak najlepszy czas, a także poprawiła się moja sylwetka. Z czasem priorytetem stała się jak najniższa waga, by osiągać jak najlepsze prędkości, a treningi typowo siłowe czy „masowe” w tym nie pomagają.

Przeczytaj również  Pięć sposobów na pozbycie się nadmiaru tkanki tłuszczowej

 

Co zmieniło się w Twoim życiu w porównaniu z okresem, gdy ważyłeś 94 kg i trenowałeś w siłowni?

–Wszystko się zmieniło. Szczerze powiem, że tracąc wagę bardzo odżyłem. Kondycja się bardzo poprawiła, nie męczyłem się tak szybko, dużo lepiej wyglądałem i czułem się psychicznie. Zawsze żałuję, że tak późno zacząłem biegać i uważam, że gdybym zamiast siłowni wybrał od początku bieganie, teraz mógłbym liczyć na naprawdę dobre wyniki w biegach ulicznych.

 

Czym różni się trening biegacza w siłowni od treningu na masę?

–Stare dobre przysłowie mówi, że nie samym bieganiem biegacz żyje! Myślę, że przede wszystkim doborem ciężaru i ćwiczeniami. Trening na masę to taki, w którym dobieramy ciężar i wykonujemy około 8–15 powtórzeń i trenujemy do wyczerpania mięśniowego. Kiedy przychodzę do siłowni, trenuję dokładnie te same partie mięśniowe, tylko z dużo mniejszym obciążeniem. Staram się po prostu rozruszać te mięśnie, ale nie na tyle, by powodować zwiększenie ich masy. Do tego dorzucam bardziej dynamiczne ćwiczenia na nogi i staram się wzmocnić mięśnie stabilizujące, używając do tego piłek, bosu czy beretu.

 

 

tomasz bomba biegnij warszawo

 

Jaką rolę w Twoim przygotowaniu odgrywa sprzęt sportowy?

–Chyba najważniejszą, jeżeli weźmiemy pod uwagę buty. Jak ktoś mnie pyta, jak dobrze zacząć przygodę z bieganiem, to zawsze powtarzam, że nic nie jest tak ważne, jak dobór odpowiedniego obuwia. Jeżeli mamy buty dobrane do naszego sposobu biegania, to jest to najlepsza pomoc, jaką możemy sobie kupić.

 

–U mnie wygląda to tak, że mam parę butów startowych, w których robię szybkie treningi, i parę butów na spokojne wybiegania z dużo większą amortyzacją.

 


–Drugim w kolejności sprzętem sportowym używanym w trakcie przygotowań jest zegarek sportowy z GPS i czujnikiem tętna. To dzięki niemu mogę kontrolować swoje tempo na treningach, a czujnik tętna daje mi informacje o przygotowaniu wydolnościowym.

Przeczytaj również  Spartan Race - Przemek Padło, pracownik GO Sport opowiada!

Wszystkie treningi zgrywam na komputer i mogę dokładnie analizować swoje postępy.

 

–Trzecim, może mniej wartościowym, ale równie ważnym sprzętem sportowym jest ROLLER! Każdego dnia, bez względu na to, czy jest to dzień treningowy, czy też nie, spędzam na nim 15–30 min. To mój osobisty masażysta i fizjoterapeuta, który pilnuje, żebym nie nabawił się kontuzji, a także dba o moją regenerację.

 

Jakie masz plany i cele sportowe na ten sezon?

–W tym sezonie to udało się już osiągnąć wszystko, co sobie zaplanowałem. Pierwszym założeniem było odpuszczenie sobie biegów na dystansie maratonu i mocne przygotowanie do 10 km. Pierwszym startem było 5 km, gdzie osiągnąłem 17:11, poprawiając czas o ponad 30 sekund. Drugie zawody to półmaraton, na który kompletnie się nie nastawiałem w kontekście życiówki, ale kiedy przyszedł dzień zawodów, powiedziałem „a co mi tam” i wykręciłem czas lepszy o 2 min od poprzedniego, osiągając 1:19:26.

 

–Trzeci start na dystansie 10 km… to był mój najważniejszy dystans, w jakim chciałem się poprawić w tym sezonie, i znowu udana próba z czasu 36:33, poprawiłem się na 35:06, satysfakcja była ogromna, a czwarte miejsce czymś wspaniałym. Chociaż został też mały niedosyt, bo do trzeciego miejsca brakowało tylko 5 sekund.

 

–Teraz zostało mi jeszcze kilka biegów, w których mogę czuć się dużo bardziej swobodnie bez myślenia o rekordach. Najbliższy to 10 km w Orlen Warsaw Marathon, Półmaraton Węgorza na Mazurach czy Wings For Life w Poznaniu. Dopiero na jesieni przyjdzie czas na nowe życiówki, ale jeszcze o tym nie myślę.

Dziękujemy za rozmowę!

 

Komentarze

komentarzy