Wojtek Ryczer, rocznik 1980, inżynier, fotograf, wspinacz, sportowiec, podróżnik i eksplorator. Sam o sobie mówi, że jest wspinaczem i alpinistą. O swojej pasji, jej odmianach, początkach i wiele więcej, czyli pierwsza część zapisu najciekawszych fragmentów rozmowy z laureatem Kolosa za 2015.

GO SPORT: Wspinacz i alpinista. Od wspinacza do alpinisty jest pewna droga, która trzeba pokonać i do tego jeszcze wrócimy, ale… Kiedy pierwszy raz zetknąłeś się ze wspinaczką?

Wojtek Ryczer: Ze wspinaniem zetknąłem się na początku studiów. Miałem kilka tygodni wolnego, kolega zaproponował mi fajną możliwość spędzenia wolnego czasu. To był kurs wspinania skałkowego. Po pierwszym tygodniu spędzonym w skałach na tyle mi się to spodobało, że w kolejnym sezonie spędziłem kilka tygodni na kursie w Tatrach, poznałem ludzi, z którymi mam kontakt do dzisiaj. Pasja stała się na tyle silna, że wyparła wszystko inne, czym w mniejszym lub większym stopniu zajmowałem się wcześniej.


 

Użyłeś słowa klucza – pasja. Czy ta pasja faktycznie narodziła się podczas tego pierwszego tygodnia, czy ona dojrzewała? Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?

– Wspinaczka jest bardzo rozległą dyscypliną. Można wspinać się sportowo, można wspinać się górsko, można zostać alpinistą lub himalaistą i de facto te dyscypliny mogą się wykluczać. Ciężko jest być wspinaczem kompletnym, czyli takim, który świetnie wspina się skalnie i w górach zimą. Jest kilku takich zawodników, ale to tak jak ze sportem wytrzymałościowym, powiedzmy z kolarstwem – ktoś może być doskonałym sprinterem, ktoś inny góralem lub kolarzem czasowym. W przypadku mojej pasji były okresy, kiedy miałem ochotę wspinać się bardziej sportowo lub bardziej górsko, ale nie miałem nigdy dylematu polegającego na tym, że chciałbym zostać biegaczem, siatkarzem czy kolarzem.
 

Jesteśmy w miejscu, gdzie są tzw. ścianki. Czy od tego też zaczyna się wspinaczka? Czy może Ty, gdy trafiłeś na skały, to etap wspinania sztucznej ścianie kompletnie pominąłeś?

– Wcześniej nie wspinałem się na ścianach sztucznych, ale nie było ich też wiele. Teraz jest sporo takich obiektów, ale dzisiaj jest to oddzielna dyscyplina. Są osoby, którym taki rodzaj wspinania daje wystarczającą satysfakcję, praktycznie rzadko kiedy robią to na świeżym powietrzu. Dla mojego otoczenia sztuczna ściana była i jest miejskim sposobem na przygotowanie się do projektów outdoorowych.
 

Przeczytaj również  Powiem Ci dziewczyno, dlaczego powinnaś pływać!

Szukając informacji na temat wspinaczy, spotkałem się z taką opinią, że to buntownicy, ryzykanci, awanturnicy, ale ci najwybitniejsi, to zamknięci w sobie introwertycy.

– Ciężko tutaj generalizować, bo znam wiele osób, które świetnie się wspinają i każda z nich ma inny charakter. Nie wiem, czy są takie cechy wspólne dla jakiejś grupy. Być może są. Myślę, że wspinaczy sportowych, których będziemy mogli niedługo spotkać na olimpiadzie, charakteryzują podobne cechy jak świetnych biegaczy. Są to cechy związane z uporem i podporządkowaniem reżimowi treningowemu. Bardzo dużo jednostek treningowych, treningi rano, wieczorem, posłuszne wykonywanie poleceń trenera, walka z kontuzjami – nie wydaje mi się, żeby buntownik odnalazł się w takim wojskowym drylu. Wspinacze górscy, świetni alpiniści mogą z dalszej perspektywy wydawać się buntownikami, może być to pierwsze wrażenie, ale nieco czasu spędzonego na rozmowie z nimi doprowadzi do wniosku, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy zajmują się kalkulacją ryzyka. Wspinanie w górach to pokonywanie trudnych dróg i zawsze jest związane z ryzykiem. Można je przeszacować i mogą wyniknąć z tego jakieś przykre okoliczności. Można je ocenić zbyt nisko i ktoś mógłby powiedzieć, że w takiej sytuacji ten sportowiec mógł zrobić więcej.
 

Czy dla Ciebie to jest tylko pasja, czy jest to już zawód,  jesteś zawodowcem?

– Nie, nie jestem zawodowcem. Na co dzień pracuję, jak powiedziałeś, jako inżynier i choć wielokrotnie myślałem, czy chcę, żeby wspinanie było moim zawodem, to zawsze dochodziłem do wniosku, że mógłbym tę pasję stracić. A może nie. Może miałbym z tego tyle samo, a może jeszcze więcej radości, ale w obecnej sytuacji, mimo że czasem jest to niewygodne, bo chciałbym się więcej wspinać, a muszę lub po prostu chcę iść do pracy, to wydaje mi się, że dobrze się w niej odnajduję. Gdy wracam zmęczony z trzytygodniowego urlopu, to nie mam jakiegoś większego dylematu, że chciałbym spędzić tam kolejne trzy tygodnie.


 

W powszechnej opinii wspinaczka górska nie jest tania. Skąd na to wszystko brać pieniądze, jeśli nie jest się zawodowcem.

– Ja bym polemizował z tym, że wspinanie jest drogie. Można powiedzieć, że jest jeden sport, który na pierwszy rzut oka jest tani. Bieganie. Właściwie potrzebujemy tylko butów. Ale wystarczy otworzyć magazyn związany z popularyzacją tego sportu i zobaczymy, że do biegania tak naprawdę potrzeba stu rzeczy. Jakichś pasków, bidoników, itd. Można popłynąć. Ze wspinaniem też można. Ale sprzęt do wspinaczki, który pozwoli nam uprawiać ją latem, można kupić dla zespołu, czyli dla dwóch osób w cenie średniej klasy roweru…
 

Przeczytaj również  Maratony, które warto przebiec, cz.1: Maraton w Paryżu

To trochę enigmatyczne pojęcie, bo rower średniej klasy może kosztować i dwa, i dwadzieścia tysięcy, i dalej będzie średniej klasy…

– Dokładnie tak. Jestem tego świadomy. Tak samo cena sprzętu też może się wahać. O ile świetne buty do wspinania się w skałach kosztują 400 zł i można powiedzieć, że jest to zafiksowana cena, o tyle polemizowałbym o przydatności takiej uprzęży za 200 i takiej za 400 zł, czy jeszcze droższej. Spełniają one taką samą rolę i nie trzeba wydawać więcej. Więc ten rower średniej klasy dalej się broni. (śmiech).
 

Jak zacząć, jak wdrożyć się w ten sport? Czasem dziecko zobaczy kogoś, kto się wspina i powie: „O! Ja chciałbym się wspinać”.

– Jeżeli chcielibyśmy wdrożyć dziecko, to są zajęcia na sztucznych ścianach prowadzone przez instruktorów, którzy zajmują się przygotowaniem dzieci. W ten sposób stopniowo, spokojnie, bez kontuzji dzieci mogą cieszyć się aktywnością i uczyć się wspinać. Mówię o dzieciach w wieku od 8 do 12 lat. Starsza młodzież może udać się na kurs w skały lub też na zajęcia stacjonarne na ścianie. To samo dotyczy dorosłych. W ogóle dobrze jest zacząć od sztucznej ściany, żeby zobaczyć, czy na pewno nam to odpowiada. Potem skały, jest wiele szkół wspinania w skałach, a kolejnym etapem jest wspinanie w górach.
 

Ta droga od ścianki, od pierwszego kursu do gór na pograniczu Chin i Pakistanu jest dość długa, ale niektórzy przechodzą ja bardzo szybko.

– Można przejść tę drogę na kilka sposobów. Inna będzie droga osoby, która była wytrawnym turystą, chce wspinać się w górach i nie interesuje jej wspinaczka skałkowa. Inna będzie wspinacza sportowego, który ewoluuje i skończy w Himalajach. Tak naprawdę, ciężko porównać takie osoby pod względem umiejętności. Można nawet powiedzieć, że sprawny turysta będzie lepszym himalaistą od wspinacza sportowego, ponieważ te dyscypliny łączy więcej.
 

Przeczytaj również  Turystyka inaczej, czyli bieganie po górach - relacja z Regatta Ultra Trail Małopolska

Gdy mówimy o wspinaczce, o wytyczaniu nowych dróg, eksploracji nowych terenów, wysokości, to czy to jest jeszcze turystyka, czy już sport?

– Są podzielone zdania, czy alpinizm lub himalaizm to sport. Czy alpinista jest sportowcem, czy nie. Na pewno sportowcem jest wspinacz sportowy, który uczestniczy w zawodach, wspina się na czas, na trudność, który ściga się na boulderach. W alpinizmie wytyczając nową drogę, rywalizujemy sami ze sobą, ze ścianą lub pogodą. Ciężko powiedzieć, czy to sport, czy aktywność polegająca na tym, że robi się coś, co się bardzo lubi. To trochę tak, jakbyśmy byli stolarzami i chcieli zbudować mebel. Rywalizujemy ze swoimi umiejętnościami, materiałem, ewentualnie z narzędziem. Nie jestem w stanie odnieść się tu do definicji sportu. Na pewno jest to jakaś działalność z pogranicza kultury fizycznej i działalności artystycznej.
 

Artystycznej?

– Mam na myśli wytyczanie nowych dróg.
 

Otrzymałeś jedną z najbardziej prestiżowych nagród w świecie podróżniczym, wspinaczkowym, Kolosa za wytyczenie nowej drogi na dziewiczy sześciotysięcznik w chińskiej prowincji Syczuan, którą nazwaliście Hard Camping.

– Od razu chciałem powiedzieć, że nagrodę otrzymał zespół. To nagroda całej naszej trójki: Rafała Zająca, Marcina Rutkowskiego i moja. Na pomysł wyjazdu do tego rejonu wpadł Rafał, celu szukaliśmy wspólnie. Kolos jest wyróżnieniem przyznawanym przez kapitułę, która składa się z kilku autorytetów, jest to nagroda dla podróżników i eksploratorów. Co ciekawe, jest ona specyficzna, bo są przedsięwzięcia o dużym walorze sportowym, które nie kwalifikują się do otrzymania Kolosa, gdyż nie łączą się z aspektami podróżniczymi i eksploracyjnymi. Możemy w świetnym czasie przebiec Europę i nie otrzymamy Kolosa. Możemy objechać cały świat na rowerze i nie jest to specjalnie odkrywcze. Za to wejście na K2 zimą z pewnością Kolosa otrzyma…
 
Więcej o Hard Camping, prestiżowej nominacji do Złotego Czekana za 2015 i drugiej pasji Wojtka już wkrótce!

Komentarze

komentarzy