Chodzenie po górach to jedna z najpopularniejszych rodzinnych aktywności fizycznych, ale często panuje przekonanie, że małe dzieci nie są w stanie fizycznie sprostać wielogodzinnej wycieczce. Wielu rodziców świadomie wybiera inne aktywności, sądząc że na trekking ich dzieci mają jeszcze czas, gdy podrosną, bo teraz to i tak ponad ich siły fizyczne. Niekoniecznie.

Oczywiście jest wiele czynników, które powodują, że nasze dzieci są lub nie są w stanie sprostać wielogodzinnej, wielokilometrowej wędrówce po górach. To ogólna kondycja fizyczna, przyzwyczajenie do ruchu na świeżym powietrzu, uprawianie sportu na co dzień, itd. Jeśli rodzice chcą zabrać dziecko na kilka godzin marszu po górach, a do tej pory spędzało ono większość czasu przed komputerem lub było raczej typem kanapowca, to faktycznie nie jest to najlepszy pomysł. W takim przypadku należy zacząć od krótszych wycieczek i stopniowego wdrażania aktywności fizycznej.

Różne objawy, jedna przyczyna

Inaczej to wygląda w przypadku dzieci aktywnych od małego. Ale i wtedy wielu rodziców ma obiekcje – chociażby ze względu na wiek swoich pociech. Wielu uważa też, że dzieci szybko się męczą i jeszcze szybciej zaczynają marudzić. Tak bywa, ale nie zawsze. Często jest to wynikiem nie tyle zmęczenia, ile znużenia i szukania najprostszych sposobów zakończenia swoich „męczarni”. A jak najprościej zaprotestować? Powiedzieć, że jest się zmęczonym.

Sposobem

Jeśli tylko tempo marszu jest stałe, ale nie za szybkie, jeśli marsz nie jest przerywany co chwilę, to dzieci nie męczą się tak szybko. Jednostajne tempo, ewentualnie odpowiednie przekąski i nawadnianie po drodze, przerwa w połowie dystansu na posiłek w schronisku lub innym zaplanowanym miejscu oraz odpowiednie obuwie i ubranie to podstawa. Dołóżmy do tego coś, co zajmie głowę dziecka po drodze, żeby nie myślało, że tyle czasu iść to właściwie nudy na pudy, i okaże się, że można tak maszerować cały dzień.

Przeczytaj również  Euro U21, czyli wszyscy jesteśmy piłkarzami, wszyscy jesteśmy dziećmi...

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Wiele osób pyta mnie, kiedy można zacząć zabierać dziecko w góry, w jakim wieku? Nie wiem, kiedy można. Wiem, w jakim wieku dzieciaki zaczynają maszerować po górach ze swoimi rodzicami. Maszerować, nie być noszone. Córka moich znajomych, syn moich przyjaciół, wreszcie mój syn. Wszystkie wspomniane dzieci zaczęły chodzić z nami w góry w wieku około trzech i pół roku. Każde z nich było aktywne, przyzwyczajane do chodzenia częściej niż do jeżdżenia wózkiem, każde z nich używało biegaczka i każde z nich ma rodziców, którzy uprawiają sport.

Początki – narodziny pasji

Nie zabieraliśmy naszych dzieci od razu w Tatry, na wielogodzinne marsze po najtrudniejszych trasach. Zaczynaliśmy w Górach Świętokrzyskich, Beskidzie, gdzie trasy są stosunkowo proste, zróżnicowane, gdzie ciągle coś się zmienia, jest dużo miejsc, które mogą zainteresować i zająć głowę dziecka przez jakiś czas. Pozwala to nie tylko zabić znużenie, lecz z czasem wywołać w dziecku chęć częstszego chodzenia w góry i poznawania nowych miejsc lub wracania w te same po wielokroć. Dzieci też są sentymentalne.

Pielęgnowanie pasji

Co roku chodzimy z naszymi pociechami po górach. Czasem mniej, czasem więcej, ale chodzimy. Staramy się poznawać nowe trasy, nowe miejsca, zmieniać objętość, skalę trudności, podsycać i pielęgnować zamiłowanie do pieszych wędrówek. Dozować, stopniować i przekazywać miłość do gór i aktywnego spędzania wolnego czasu. Pomagać im rozwijać wspaniałą pasję. Jesteśmy bowiem przekonani, że w ich przypadku to jest początek wspaniałej pasji na całe życie.
W ciągu kilku ostatnich dni czerwca przeszliśmy z synem ponad 20 km w Beskidzie Makowskim, prawie 30 w Górach Świętokrzyskich i przejechaliśmy prawie 40 km na rowerach. W trakcie tej kilkudniowej wyprawy uczyłem syna sposobów szybkiego mnożenia (na jego własne życzenie), robiliśmy zdjęcia, podziwialiśmy widoki, przeszliśmy dwie ścieżki przyrodniczo-edukacyjne, ucząc się na temat przyrody i historii zwiedzanego regionu. Cztery lata temu uczyłem go chodzenia szlakami i turystycznego savoir-vivre’u, przemycałem podstawową wiedzę na temat gór i lasu. Bawiliśmy się, maszerując i grając w różne gry, śpiewając, itd. Cztery lata minęły, inne tematy, inne zabawy, inne tempo, ale ta sama trasa, ten sam uśmiech, radość i błysk w oku syna, gdy dotarł do Emeryka, Pielgrzyma Świętokrzyskiego. Warto.

Przeczytaj również  "Intensywny trening odmładza", czyli czym jest CrossFit

 

 

Komentarze

komentarzy