Dzień Dziecka to jedna z tych okazji, na które dzieci czekają z ogromnym wytęsknieniem, nie mogąc doczekać się prezentów. Konsole do gier, smartfony, zabawki, wyszukane ubrania czy obuwie. To zarówno życzenia dzieci, jak i pomysły wielu rodziców na zadowolenie pociech. Na szczęście, to nie wszystkie możliwości. Na szczęście, w narodzie jest coraz większa świadomość tego, że zarażenie aktywnym trybem życia i sportem to najlepsze, co można ofiarować swoim dzieciom.

To, co przeczytacie dzisiaj, to cytaty, rozmowy, krótkie historie dzieci, które kiedyś otrzymały od swoich rodziców najwspanialszy prezent na świecie. Pasję. Pasję do sportu. I to niekoniecznie na Dzień Dziecka, choć i takie historie poznałem. Dzielę się nimi z Wami, bo dobrem – tak jak i pasją – trzeba się dzielić.

Kacper, l. 13

Trenuje koszykówkę, którą zaraził go tata, wielki fan basketu, były sędzia. Kacper skromne warunki fizyczne nadrabia zaangażowaniem na treningach i walecznością podczas meczów, szczególnie w obronie nie ustępując tym wyższym i silniejszym. Ale gdy sezon koszykarski skończony, to dziecko się nudzi:
– Tato, mógłbyś mnie na jakiś bieg zapisać?
– A jaki dystans cię interesuje?
– Nie wiem, może być nawet 10 km.

Zuzia, l. 12

(trenuje pływanie od drugiej klasy szkoły podstawowej)
W szkole, w ramach zajęć z języka polskiego, dzieci ćwiczyły wystąpienia publiczne. Zuzia trafiła na temat „Co najbardziej lubię robić i dlaczego?”. Wyszła przed klasę i przez następne 15 minut opowiadała o pływaniu i o tym, jak zaczęła to robić. Rodzice chodzili na basen kilka razy w tygodniu i choć na początku Zuzia nie chciała chodzić z nimi, to mimo wszystko zabierali ją ze sobą. Przez kilka tygodni nie odważyła się wejść do wody, aż wreszcie przełamała się, weszła i… Tak zostało. Dzisiaj nie wyobraża sobie życia bez pływania. W drugiej klasie wymogła na rodzicach, by zapisali ją na zajęcia do klubu pływackiego i od tamtej pory trenuje kilka razy w tygodniu. Jeździ na zawody, zaczęła odnosić sukcesy i jest szczęśliwą nastolatką. Nastolatką z pasją.

Przeczytaj również  Wakacje kajakiem na wodzie pisane

Adaś, l. 7

(trenuje taekwondo i gra w piłkę)
Tata Adasia grał w piłkę, koszykówkę, krótko trenował sporty walki, obecnie biega, pływa, jeździ na rowerze, chodzi po górach, prowadzi bardzo aktywny tryb życia. Adaś razem z tatą chodzi po górach od trzeciego roku życia, od czwartego jeździ na rowerze i nartach. Ma medale z zawodów biegowych, narciarskich i taekwondo. W rozmowie z reporterem radiowym na mecie zawodów triatlonowych, w których startował tata Adasia, powiedział:
– Czy ty też uprawiasz sport?
– Trenuję taekwondo i uwielbiam grać z tatą w piłkę, więc w przyszłości będę przede wszystkim grał w piłkę, ale w triatlonach też będę startował. Jak tata. I biegał po górach. Jak tata. A po górach to już z nim chodzę, od trzech lat. I jeżdżę na rowerze.

Kasia i Jurek, l. 21

(biegające rodzeństwo)
Bliźniaki. Kasia i Jurek podobni do siebie są nie tylko z urody, lecz także pod względem upodobań. Mają te same pasje, te same smaki, gust, a nawet taki sam wzrost. Zimą jeżdżą na nartach, latem biegają i jeżdżą na rowerze. Na mecie maratonu, którą przekroczyli razem, zaczepił ich reporter radiowy, przedstawiciel patrona medialnego.
– Cześć, zawsze biegacie razem?
– Zawsze. Od samego początku.
– To znaczy od kiedy?
– Od dziewięciu lat, od naszych 12. urodzin.
– Jak to się zaczęło?
– Nasi rodzice biegali i z okazji Dnia Dziecka zabrali nas na festyn sportowy, gdzie jedną z atrakcji były biegi dla dzieci i młodzieży. Ważyliśmy wtedy trochę więcej niż teraz, przybiegliśmy ostatni, a od rodziców dostaliśmy w nagrodę wielki puchar lodów. I tak się zaczęło. Zaczęliśmy biegać, bo chcieliśmy zobaczyć, co dostaniemy, gdy jakiś wygramy! (śmiech) Nasi rodzice w prawie każdy weekend wyciągali rowery i musieliśmy gdzieś jechać. Każde ferie to był wyjazd na narty. A wakacje musowo spędzaliśmy na pieszych wędrówkach, kajakach, itp. Bieganie to było jedyne, co mogliśmy robić sami. (śmiech) Gdyby nie oni, to nie wiem, czy byłabym dzisiaj taka szczupła! (śmiech)

Przeczytaj również  Open water, czyli nie samym basenem człowiek żyje

Mateusz, l. 10

(mały piłkarz)
Trenuje w jednej z akademii piłkarskich od 7. roku życia i jest wyróżniającym się zawodnikiem. Odkąd tylko zaczął chodzić, ciągle biegał za piłką – jak jego tata, piłkarz amator. Tata zabierał go na mecze, swoje treningi, piłka była obecna w jego życiu właściwie od urodzenia. Nawet pokój tata urządził mu tak, że wygląda jak stadion piłkarski, a łóżko – jak bramka. Rozmowa na podwórku z kolegą spotkanym, gdy Mateusz wracał z babcią ze szkoły:
– Mateusz, idziesz z nami na karuzelę?
– Nie mogę, idę na obiad, odrobić lekcje i lecę na trening.
– Ale treningi masz ciągle.
– Bo ja ciągle lubię grać w piłkę.

Gdy jest się rodzicem, to chce się dla swoich dzieci jak najlepiej. Chcemy spełniać ich marzenia, a gdy dorosną, wspierać w realizacji kolejnych. Chcemy ich szczęścia, by były zdrowe i uśmiechnięte, by prawidłowo rozwijały się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Sport i wychowanie w duchu aktywnego wypoczynku dają taką okazję. Pozwalają zadbać o ciało, wpajają wartości, uspołeczniają. Dajmy więc swoim dzieciom najpiękniejszy prezent, jaki możemy dać. Zarażajmy swoją pasją, sportem. A jeśli my jej nie mamy, to spróbujmy razem z nimi wejść w ten wspaniały świat. Świat, który jest na wyciągnięcie ręki i każdy może do niego wejść. Bo raz zarażeni sportem, już się z niego nie wyleczymy .

Mam do Was, rodziców lub przyszłych rodziców, tylko jedną prośbę. Pozwólcie dzieciom uprawiać sport, odkrywać go po swojemu, nie zaspokajajcie własnych ambicji aktywnością swojej latorośli i nie dyskryminujcie innych dzieci, gdy tamte rywalizują z Waszymi. Sport to nie tylko kondycja ciała, to także stan ducha i umysłu.

I na koniec składam Wam wszystkim, bez wyjątku, najlepsze życzenia z okazji Dnia Dziecka, bo przecież wszyscy jesteśmy dziećmi. Czasem tylko nieco starszymi…

Komentarze

komentarzy